Kołczak czy Stalin w Cerkwi? Czyli uwag kilka o rosyjskiej percepcji dziejów

W maju 2020 r., w liczącym ponad 250 tys. mieszkańców Sterlitamaku, mieście znajdującym się w Republice Baszkortostanu Federacji Rosyjskiej wybuchł skandal związany z postawieniem, ale i szybkim demontażem pomnika admirała Aleksandra Wasiliewicza Kołczaka (1874-1920). Sprawa, wydawałoby się, o wymiarze zupełnie lokalnym, wywołała jednak określony rezonans na poziomie federalnym, zwłaszcza w kontekście kwestii umieszczenia podobizny J. Stalina na mozaice w głównej świątyni Rosyjskich Sił Zbrojnych. Tym samym rozpoczął się kolejny etap w refleksji rosyjskich elit na temat percepcji historii i jej roli w życiu Rosji i Rosjan.

Nieudany powrót Kołczaka do Baszkirii

Wspomniany pomnik, autorstwa rzeźbiarza Aleksieja Dikunowa z Woroneża, sfinansował i postawił w dniu 15 maja 2020 r., czyli w setną rocznicę rozstrzelania admirała Kołczaka, lokalny działacz i przedsiębiorca Tagir Aschatowicz Ibragimow. Samo natomiast wydarzenie rozstrzelenia przywódcy „białych” miało miejsce w lutym 1920 r. w Irkucku i tylko w tym mieście znajduje się obecnie jedyny w Rosji postument (nie licząc jednego na prywatnej posesji w Omsku), upamiętniający tę postać. Tym samym Ibragimow chciał przełamać „monopol” tego miasta na pamięć o wybitnym przywódcy „białych” i uczcić, krótką obecność kołczakowców w tym mieście, która miała miejsce w kwietniu-maju 1919 r.

Władze miasta zdemontowały jednak nieodsłonięty jeszcze pomnik, wskazując w oficjalnym komunikacie, że został on postawiony na municypalnej nieruchomości bez konsultacji z administracją miasta, a także to, że konstrukcja ta wywołała oburzenie części mieszkańców. Powtórzyła się więc historia z Petersburga i Jekateryburga, gdzie na mocy decyzji sądów, zadecydowano o zdemontowaniu tablic pamiątkowych, poświęconych „białemu” admirałowi. Co ważne, z prawniczego punktu widzenia, kwestia Kołczaka jest o tyle skomplikowana, że w 1999 r. Zabajkalski Wojskowy Sąd Okręgowy odmówił jego rehabilitacji, a dopiero w marcu 2020 r. FSB liberalizuje dostęp do akt sprawy w swoim Archiwum Centralnym. Jednocześnie, w mediach pojawiła się informacja o planach umieszczenia sylwetki J. Stalina na mozaice poświęconej Zwycięstwu w 1945 r. w głównej świątyni rosyjskich SZ na terenie kompleksu Patriot pod Moskwą.

Nie tylko czerwoni

Decyzja władz w Sterlitamaku o zdemontowaniu małego pomnika w okolicy centrum handlowego, należącego do Ibragimowa, wyszła poza granice Baszkirii i cała sprawa znalazła swoje odbicie na federalnym poziomie kanałów informacyjnych, w tym, w RIA NOVOSTI. Czyli głównej państwowej agencji informacyjnej, odzwierciedlającej politykę Kremla. W rozmowie z tą agencją zasłużona działaczka kultury FR Jelena Czawczawadze skrytykowała miejscowe władze i wskazała, że sprawę można było załatwić polubownie. Dodała, że w końcu żyjemy w demokratycznej Rosji i każdy ma prawo do własności oraz do wyrażania swoich poglądów. Zwłaszcza że pomnik został sfinansowany ze środków własnych przedsiębiorcy. Jednocześnie zadała retoryczne pytanie: czym różni się takie działanie ratusza Sterlitamaku od „praktyk bojowników na Ukrainie” i od zniesienia pomnika Koniewa w Pradze. Co istotne, wskazała ona również, że część Rosjan uznaje Kołczaka za państwowca, który walczył przeciwko „tym, którzy w sposób niezgodny z prawem przejęli władzę”. W związku z tym powinni mieć oni prawo do czczenia ważnych dla siebie wydarzeń i postaci. Podobne przesłanie wyraził Igor Jemielianow na łamach Komsomolskiej Prawdy.

Jednak najbardziej znaczącym głosem w dyskusji, wybrzmiałym na tym państwowym, federalnym medium, był felieton Piotra Akopowa pt. „Ręce precz od Kołczaka i Lenina!”. Swój tekst Autor zaczął od tezy, że A.W. Kołczak to nie bohater wojny domowej, bo w tej wojnie domowej nie ma takich kategorii jak „bohater”. Powołał się w tym kontekście na słowa Ibragimowa, który stwierdził, ze Kołaczak to nie wyłącznie bohater wydarzeń 1918-1920 r. w Rosji, ale wybitny działacz państwa rosyjskiego, działacz nauki, oceanograf, autor znakomitych map Arktyki i bohaterski obrońca Port Arthur. I gdyby nie rewolucja i jej konsekwencje, o Kołczaku mówiono by z pewnością jak o Mendelejewie czy Ciołkowskim. Pomnik z kolei miał symbolizować i służyć „zakończeniu Wojny Domowej w naszych umysłach, pogodzenia czerwonych i białych, ponieważ u wielu, w duszy, jest jeszcze wojna domowa, trwa rozdzielenie narodu na obcych i swoich”.

Kołczak był nie tylko wojskowym, ale również podróżnikiem i oceanografem. Fot. Wikimedia Commons.

Poza tym, według Ibragimowa, w Sterlitamaku jest wiele ulic, nazwanych na cześć „niejednoznacznych osobowości, które na to nie zasługują”. W tym jednak miejscu P. Akopow wskazuje, że błędem jest walka z nazwami ulic, w imię nazywania nimi nowych bohaterów. Stwierdza wprost: „każda wojna z pomnikami i pamięcią to głupota lub prowokacja”. W związku z tym, dla Kołczaka, znacznego uczestnika „bratobójczej wojny”, powinno znaleźć się miejsce, a wojna z pomnikami nie jest w interesie ani prawych, ani lewych, czy tez monarchistów i komunistów. Nie wolno też znosić pomników, ważnych dla poszczególnych grup, będących również świadectwem faktu, że były czasy, że państwo oddawało im szczególne znaczenie.

Co ciekawe, w tym miejscu P. Akopow krytykuje polityczną poprawność i komentuje znoszenie pomników przywódcom Południa w Stanach Zjednoczonych. W tym kontekście stwierdza nawet, że: „Stany mają krótką historię i jeszcze bardziej krótką przyszłość. Natomiast dla tysiącletniej Rosji nie tylko trzeba pamiętać całą swoją historię, ale samodzielne przemyślenie jej, szczegółowe przyswojenie jej lekcji i zrozumienie jej kierunków, stanowi ważniejszy warunek naszej przyszłości, zachowania nas jako unikalnego państwa-cywilizacji”.  Dlatego też według P. Akopowa nie wolno bać się pomników Iwana Groźnego, czy też świętowania zwycięstwa w II wojnie światowej bez wspominania imienia Głównodowodzącego Armią Czerwoną, czyli usuwać Stalina z mozaiki, poświęconej Wielkiemu Zwycięstwu umieszczonej na terytorium prawosławnej świątyni. Stanowi to bowiem integralną część „wielkiej i tragicznej” historii Rosji.

Koncepcja jedności dziejów Rosji

Swoimi tezami P. Akopow tworzy więc teorię, która zakłada, że wszystko to, co wydarzyło się w Rosji, należy do jej skomplikowanych dziejów, nie można tego wymazywać, ale przede wszystkim, nie  należy jednoznacznie klasyfikować, oceniać i potępiać. Nie bez znaczenia jest to, że P. Akopow konstatuje w tym kontekście, że główne postaci rosyjskiej historii nie sposób naszkicować w czarno-białym wymiarze. Oznacza to, że nie można wyrzucić z pamięci narodu, kultury rosyjskiej oraz przestrzeni państwowej ani Stalina, ani Mikołaja II. Zarówno bowiem, jeden jak i drugi, mimo błędów, służyli państwu. Podobnie jak Iwan Groźny czy Piotr I. Taka percepcja rosyjskich dziejów i bohaterów w nich uczestniczących, wynika z kilku czynników. Bez wątpienia pełni funkcję integracyjną, gdyż w tak różnorodnym państwie i przestrzeni, jaką tworzą Rosja, nie jest możliwe efektywne przyjęcie jednej wizji dziejów. Wedle tego, historia i jej percepcja nie mogą stanowić narzędzia dzielenia mieszkańców Rosji.

Po drugie, z tekstu wynika jasno, że P. Akopow patrzy na dzieje głównie przez pryzmat siły i korzyści Rosji, czyli pozycji państwa, jego racji stanu, a nie jednostki czy społeczeństwa. W tym zakresie wzmacnia to ideę kontynuacji państwowej i jego supremacji, bardzo silnie zakorzenioną w elitach Rosji. Po trzecie, wykonuje ona rolę polityczną. Bowiem według teorii P. Akopowa w jednej płaszczyźnie J. Stalin może być zbrodniarzem i twórcą niedemokratycznego, totalitarnego systemu, permanentnie ograniczającego prawa jednostki, ale z drugiej strony, być zasłużonym działaczem państwowym, twórcą imperium i potęgi Moskwy. Tym samym można więc łatwo wysnuć analogię, że i we współczesnej Rosji, system rządów oparty o wyłączność decyzji wąskiego kręgu lub jednostki, powinien dominować w ustroju Rosji. Jeśli służy on oczywiście jej potędze. I tutaj należy wrócić do pierwszej funkcji, gdyż brak możliwości jednoznacznych ocen i potępień wprowadza też zakaz sformułowań, że jakiś ustrój, w tym przypadku, oparty na dominacji i pozycji jednej jednostki, był w danym okresie Rosji bezwzględnie zły i nie należy go już praktykować, gdyż lekceważył dobro i status prawny człowieka, czyli był sprzeczny z rzekomo uniwersalnym zachodnim modelem ustrojowym.

Przyjmując więc niejako kompromisowo-neutralne spojrzenie na historię, Kreml i jego elity, zapewniły sobie legitymację z niej wynikającą. I w tym miejscu nie można nie wspomnieć o jednej rzeczy. Zakaz jednoznacznych ocen rosyjskiej historii pełni również rolę ochronną przed zachodnimi ocenami historii Rosji. Rosjanom trudno bowiem potępić ZSRR en bloc, czy nawet częściowo, kierując się miarami zachodu, gdyż musieliby przyznać, że ich dzieje, ale też sukcesy w nich, czyli efekt pracy i ofiar wielu pokoleń carskiej i komunistycznej Rosji, takie jak np. podbój kosmosu, nie miały sensu, gdyż służyły błędnym i zbrodniczym założeniom. Takiego „atomowego” uderzenia w godność narodu i zwykłych ludzi, silnie zachwianą w latach 90. XX w., nie podjąłby się zresztą żaden polityczny lider Rosji. I nie tylko konserwatywny, uważający Rosję za odrębną cywilizacją, ale i ten liberalny, czyli tzw. zapadnik.

Reakcja na neokomunizm          

Kolejnym czynnikiem, który posiada duże znaczenie w kazusie ze Sterlitamaku jest fakt, że Ibragimow nie jest etnicznym Rosjaninem, czyli nie russkim, a Rosjaninem, obywatelem Federacji Rosyjskiej. Chichotem losu w tym przypadku jest to, że rodzina Kołczaka wywodziła się od wojskowego Serba, który przyjął islam w Imperium Osmańskim. Natomiast zawodowo Ibragimow (ur. 1962) to były reprezentant struktur siłowych, czyli siłowik, urzędnik w stopniu generała-majora policji. W swojej karierze pełnił m.in. funkcję naczelnika Zarządu Federalnej Służby Federacji Rosyjskiej ds. kontroli obrotu narkotyków w Republice Baszkortostan oraz zastępcy Głowy Administracji tejże Republiki. Świadczy to, że przedstawiciel odległej od Moskwy i Petersburga Baszkirii, związany przez wiele lat ścisłymi więzami zawodowymi z państwem, a aktualnie z lokalnym biznesem, próbuje wzmacniać tożsamość państwa rosyjskiego, powołując się na „białych” jego bohaterów.

Z jednej strony jest w jakimś wymiarze sprzeczne, szczególnie w Polsce, z rozprzestrzenionymi hipotezami o coraz większych tendencjach odśrodkowych ludów nierosyjskich Rosji i rychłego jej rozpadu, a z drugiej strony, świadczy o poszukiwaniach i chęci sięgnięcia do spuścizny innej niż ta, która była związana z funkcjonowaniem radzieckiego państwa totalitarnego. I która nie jest już przyjmowana, z różnych zresztą względów, przez coraz szersze kręgi elit. Stąd też, bohaterowie z czasów carskiej, czy „białej” Rosji, stają się przeciwwagą, antidotum na próby reanimowania narracji radzieckich w zakresie historii Rosji. Wyraźne jest to zwłaszcza na Syberii, gdzie odżywa pewna nostalgia za handlowo-kupieckimi tradycjami regionu. Czyli jest to również sprzeczne z tezami, że w Rosji neostaliznim, czy radziecka nostalgia, są dominującymi, niepodważonymi oraz ostatecznymi trendami wśród naszych sąsiadów.

Admirał Kołczak przyjmuje paradę swoich wojsk, fot. Wikimedia Commons

Dla wielu pamięć o Kołczaku i „białych”, czyli przeciwnikach bolszewików i komunistycznej Rosji jest jednak sprzeczna z wyznawaną narracją. W szkole radzieckiej Kołaczak, o ile się o nim mówiło, był zdrajcą, obcym szpiegiem i szkodnikiem. Dla innych z kolei, jest ona groźna, gdyż na pewien sposób deprecjonuje pamięć o ZSRR jako określonej w historii formie państwa rosyjskiego, czyli neguje ona również osiągnięcia tego państwa, a przede wszystkim jego sens i podstawy aksjologiczne. Dlatego spór i dyskusje na ten temat, mimo, że nie tak intensywne, jak w Polsce, będą trwały w Rosji coraz częściej.

Lekcja dla Polski

Percepcja historii stanowi integralny i ważny element w relacjach polsko-rosyjskich. Tak jest i z pewnością tak będzie w najbliższym czasie. Biorąc jednak pod uwagę powyższe procesy w Rosji, należy zastanowić się, co oznaczają one dla Polski i jej interesów w kontekście stosunków z naszym największym z sąsiadów. Po pierwsze, jeśli koncepcja jedności dziejów, połączona z zakazem ich jednoznacznej klasyfikacji i oceny, przyjmie się, o ile już się nie przyjęła, jako ogólnorosyjska zasada myślenia o historii, to wówczas zbliżona ocena Warszawy i Moskwy, co do istnienia i polityki ZSRR, nie będzie możliwa. Takie więc pojęcia jak Pakt Ribbentrop-Mołotow, Jałta, czerwona kurtyna, lata 1944-1945 na ziemiach polskich, klęski i sukcesy gospodarki ZSRR, czy relacje PRL – ZSRR, stanowić będą pola nie do pogodzenia.

Zwłaszcza że w ostatnich latach w Polsce podjęto głęboką i to na poziomie państwowym, próbę aksjologicznej oceny lat 1944-1989. Próbę, co gorsza, ale pewnie nie do uniknięcia, uwikłaną w głęboki spór polityczny. Co jednak istotne, można założyć, że nawet jeśliby do władzy w Rosji doszłaby jakaś siła prodemokratyczna, to trudno sobie wyobrazić, żeby Rosja, jako państwo potępiła Stalina w zakresie jego działalności na rzecz zbudowania imperium regionalnego i światowego. Bowiem Rosja bardziej demokratyczna może pozostać mocarstwem z tendencjami imperialnymi i całkowita negacja ZSRR i potępienie Stalina, nie służyłoby wzmacniania tożsamości oraz interesów rosyjskich. Dlatego też sylwetka J. Dżugaszwilego znalazła się nie w głównej świątyni kompleksu Patriot, a w muzeum, znajdującym się obok świątyni.

Nie jest natomiast wykluczone, i to już zresztą postępuje, coraz bardziej krytyczne spojrzenie mieszkańców Rosji na politykę wewnętrzną ZSRR, szczególnie na kwestię represji. Nie jest to przecież sprzeczne z wyżej opisanymi tezami P. Akopowa na historię Rosji. To z pewnością płaszczyzna, która może łączyć Polaków i Rosjan. Byłoby to korzystne z punktu szacunku dla własnych, bardzo wyczulonych tożsamości oraz przyczyniłoby się do odbudowy zaufania. Optymistycznie można nawet założyć, że powstałaby na tej płaszczyźnie pewna forma współpracy naszych społeczeństw i państw. Jednakże możliwe byłoby to jedynie wówczas, gdyby historia nie stanowiłaby aż tak ważnego czynnika w rywalizacji geopolitycznej i cywilizacyjno-kulturowej Warszawy i Moskwy w regionie. Tak bolesne elementy wspólnej historii musiałby być wyjęte z ram coraz ostrzejszej rywalizacji. Niemniej, realnie na to patrząc, nie jest to możliwe w obecnych warunkach, kiedy w Polsce i Rosji władza należy do pokolenia urodzonego w latach 50. i 60 XX w. Bardziej zdystansowane i niepolityzowane podejście do historii mogą realizować jedynie młodsze pokolenia.

Na razie jednak Rosja jest na etapie refleksji, czy postaci z okresu wojny domowej, czyli sprzed stu lat, mogą zajmować miejsca w przestrzeni publicznej i jak mówić o historii Rosji, żeby nie dzieliła ona Rosjan, a służyła budowie i sile państwa. W tym zakresie ważne jest też zagadnienie jej sensu dziejowego w kontekście najbliższego otoczenia geostrategicznego, czyli spojrzenie przez Moskwę na siebie przez pryzmat swoich sąsiadów. Dlatego też zadaniem Polski jest nie tylko artykułowanie swoich narracji, ale i uważne słuchanie i analizowanie dyskusji, które mają miejsce w Rosji. Bo jak pokazuje historia ze Sterlitamaku, wewnętrzna dyskusja o losach Rosji jest coraz bardziej nieszablonowa i wpływa lub świadczy o określonej linii politycznej decydentów. A bez wnikliwego przysłuchiwania się tej dyskusji, trudno będzie skutecznie układać relacje Lachów i Moskali.

Fot. Kolchak1923 / CC0

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Next Post

Białoruski protest i żywy łancuch w Warszawie przeciwko Łukaszence. Spłonęła rosyjska flaga.

sob Cze 27 , 2020
W Warszawie, pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki odbył się protest Białorusinów przeciwko represjom politycznym, zatrzymaniom opozycyjnych kandydatów i prezydenturze Alaksandra Łukszenki. Protest odbywał się pokojowo, poza pojedynczym incydentem ze spaleniem flagi Federacji Rosyjskiej. Białorusini protestowali przeciwko zatrzymaniu i uwięzieniu na Białorusi opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich, a także przedstawicieli opozycji. Wymieniano […]
W Warszawie odbywają się kolejne protesty Białorusinów przeciwko władzy Alaksandra Łukaszenki.